Narzędzia Tortur

Fine della persekuzione - Koniec prześladowań

Jest niezwykle trudno dokładnie stwierdzić, kiedy skończył się czas "polowania na czarownice", gdyż następowało to stopniowo i różnie w zależności od nacji. Mniej więcej w XVII w., władcy europejscy rozpoczęli jako "świeckie ramię" wielką, masową akcję przeciw Inkwizycji, która żądała ścigania osób uznanych za winnych czarów. Był to z pewnością pierwszy i najważniejszy krok w kierunku doby Oświecenia. W epoce tej, wyrosłej na gruncie poszanowania dla rozumu, słyszy się żądania podjęcia walki z kościelnym obskurantyzmem rodem jeszcze ze średniowiecza, albo co najmniej jego unowocześnienia. W rodzącym się racjonalizmie postuluje się karać przestępstwo, nie grzech.

We Francji Voltaire w swoich "Esejach o obyczajach" ostro atakował tych, którzy przez wieki wznosili stosy pisząc: "Znaleźliście olbrzymią liczbę nieszczęśnic, które były na tyle szalone, by uważać się za czarownice i sędziów tak głupich i ciemnych, by skazać je na stos. Wprowadziliście w Europie specjalne prawa, które karały za magię, jak się każe za kradzież lub zabójstwo. Widzieliście, że całe społeczeństwa zespolone w trwaniu w błędzie i wspierane przez Kościół oraz władze świeckie, im bardziej prześladują czarownictwo, tym bardziej się ono pleni. Gdzie tkwi przyczyna tego tragicznego, a powszechnego błędu - w ignorancji. A to sprawia, iż ci, którzy wyprowadzają ludzi z niewiedzy są ich prawdziwymi dobroczyńcami". Powoli transformował się i tracił na znaczeniu mit czarownicy, a za tym postępowały zmiany prawne. W Austrii na przykład wszystkie uprawnienia do orzekania w sprawach o czary przyznała sobie cesarzowa Maria Teresa, a w roku 1787 za panowania Józefa II uchylono wszystkie prawa przeciwko czarownicom. W roku 1721 władze pruskie orzekły bezpodstawność opinii dotyczących uczniów szatana i ich mocy. W Szwajcarii w Glarus skazano pewną kobietę za czary w końcu roku 1782. W roku 1840 w Gand we Flandrii o czary oskarżono i poddano torturom kobietę, którą następnie uniewinniono. Istnieją dokumenty, że w Meksyku oskarżono o czary pewnego mężczyznę w roku 1874. Polowanie na czarownice dobiegało końca równie wolno, jak się rozpoczynało. Wygasły stosy, zwiększyła się ludzka wiedza i świadomość, zmniejszył się obskurantyzm i ciemnota, by dać podwaliny czasom nowoczesnym, w których panuje racjonalizm, rozwój nauk i poszanowanie prawa. Dziś "czarownice" nie płoną na placach miast, lecz ogłaszają się w gazetach i świadczą różne usługi magiczne. Ludzie zaś nie doznają już sadystycznych rozkoszy oglądając je na stosach, ale bywają ich klientami. W ten sposób rozum zwyciężył nad zabobonem - nie oznacza to jednak, iż wypaliły się wszystkie złe skłonności ludzkiej natury. Niemniej warto westchnąć; z ulgą, że żyjemy w epoce, która pozostawia przestrzeń do koegzystencji elementu boskiego i demonicznego ze wszystkimi sprawami, których nie potrafimy sobie wytłumaczyć i które oby nigdy nie pachniały nam siarką.



Krzesło czarownic

Krzesło inkwizytorskie, częściej nazywane krzesłem czarownic, było bardzo cenionym środkiem do łamania woli uparcie milczących kobiet, oskarżanych o uprawianie czarów. Sprzęt ten, jakkolwiek dość rozpowszechniony, używany był szczególnie przez inkwizytorów w Austrii. Krzesła miały różne wymiary, kształty i fantastyczne odmiany, wszystkie jednak były wyposażone w kolce i zapięcia do utrzymywania ofiary w bezruchu, w szczególnych zaś odmianach posiadały również siedzenia z żelaza, umożliwiające rozgrzewanie do czerwoności. Po uzyskaniu informacji podczas przesłuchania - z użyciem tego narzędzia - mogło być ono (przesłuchanie) przedłużone, by przemienić się w ten sposób w prawdziwą i właściwą karę główną. W 1693r., w Gutenhag (Austria) odbył się proces przeciwko 57-letniej Marii Wukinetz oskarżanej o uprawianie czarów, któremu przewodniczył sędzia Wolf von Lapertish. Kobietę tę trzymano na krześle 11 dni i nocy bez przerwy i w tym czasie przypalano jej stopy za pomocą rozżarzonej płyty zwanej Insletplaster. Doprowadzona bólem do szaleństwa Maria Wukinetz zmarła, nie przyznając się do stawianych jej zarzutów.



Suknie pokutnicze

Ubiory pokutnicze to przykład tortury typu psychicznego, nie zaś fizycznego. Dla sprawców lekkich, pospolitych przestępstw stanowiła ona karę finalną. Mowa tu o ubiorach ze zgrzebnego płótna, oznaczonych jednym bądź paroma czerwonymi krzyżami. Suknie te skazańcy musieli wdziewać i nosić przez pewien określony czas, stojąc w kruchcie kościelnej po Mszy św., lub uczestnicząc w pielgrzymkach do słynnych sanktuariów, bądź po prostu biorąc udział w oficjalnych ceremoniach. Proszono wówczas grzeszników, by uroczyście wyrzekli się swoich grzechów i odnowili swą wiarę w Boga. Częstokroć podczas takiej uroczystości zakładano na szatę ciężki różaniec z kamieni lub żelaza. Zupełnie odmienne były suknie zakładane skazanym na śmierć. Zmuszano ich do wyrażenia żalu poprzez włożenie sukni podczas ogłaszania wyroku. Sama zaś suknia "przyozdobiona" bywała rysunkami przedstawiającymi stosy, symbole demoniczne czy sceny domniemanych przestępstw. Używanie sukni pokutniczych, mitr czy różańców było bardzo powszechne, szczególnie w Hiszpanii, gdzie główne egzekucje poprzedzane były pompatyczną, oficjalną ceremonią, zwaną autodafe\. Podczas takiej uroczystej ceremonii tłum asystował przy ubieraniu skazańców w rytualne szaty zwane "sanbenitos". Skazańcy, podzieleni według ciężaru swoich win przechodzili następnie szpalerem pośród tłumów. Ten żałosny orszak otwierali przedstawiciele Kościoła, co nadawało mu charakter oficjalny Trybunału Inkwizycyjnego. Po nich postępowały straże pilnujące skazanych, a w końcu oni sami, podzieleni według ciężaru swoich win: na początku ci, którzy uznani zostali winnymi lekkich przestępstw (musieli "jedynie" uroczyście oczyszczać się ze swych błędów), po nich - skazani na kary nie główne (zazwyczaj były to różne okaleczenia: obcięcie członków, wyłupienie oczu), na końcu zaś ci, którzy na mocy wyroku śmierci zostali oddani "świeckiemu ramieniu" do wykonania tego wyroku. W pochodzie tym niesiono także wizerunki tych, którzy zbiegli spod władzy Inkwizycji, a skazani zostali zaocznie. Znaczące jest, że z okazji takich ceremonii Kościół częstokroć udzielał 40-dniowego odpustu tym wszystkim, którzy brali w nim aktywny udział. Należy zauważyć, że i bez tej "zachęty" tłumy uczestników były zawsze ogromne.


Maska-język i Krzyż modlitewny

Maska-język - "Maski niesławy" nakazywano nosić publicznie całymi dniami, by demonstrować tym samym społeczności, że winny płaci za swoje przewinienia. Były często bogate w swej formie, a sposób ich wykonania zależał od fantazji miejscowego kowala. Trudno jest określić, czy swym kształtem nawiązywały do rodzaju winy. Ta prosta maska była prawdopodobnie stosowana wobec nadużywających przekleństw, w każdym razie w stosunku do osób nie umiejących "trzymać języka na wodzy".

Krzyż modlitewny - Okrutne narzędzie służące do unieruchamiania przestępcy w pozycji "na krzyżu". Pochodzi z przełomu XVI i XVIIw. i wymyślone zostało najprawdopodobniej w Austrii, co wnioskuje się na podstawie zapisu w dziele: "Justiz in alter Zeit" (Sprawiedliwość w czasach dawnych) z Muzeum Kryminalistyki w Rothenburgu ob der Tauber (Niemcy). Jego autor - jeden z bardziej obznajomionych z problematyką - wzmiankował o podobnym egzemplarzu, znajdującym się w wieży zamkowej w Salzburgu, w Austrii.



Próba wagi

Próba ta opierała się na przekonaniu, że uczniowie szatana są dużo lżejsi, niż by to wynikało z ich budowy fizycznej. Próby takie były dokonywane w całej Europie, ale w dwóch krajach uciekano się do nich najczęściej i na nich polegano najbardziej: działo się tak w Belgii i Holandii (Niderlandy). Zasadnicze postępowanie rytualne było takie: podejrzaną o czary rozbierano z szat i dokładnie rewidowano, czy aby nie ukryła żadnego ciężaru. Następnie z pomocą urzędowej tabeli oceniano - na podstawie typu korporatury - wagę osoby. Później sprawdzano właściwą i prawdziwą wagę ciała. Jeśli wynik ważenia był zdecydowanie niższy od ustalonego na podstawie tabeli, oskarżona była skazywana na przesłuchanie w sali tortur, gdzie z reguły wyznawała wszystkie swe zbrodnie, dokonane w zmowie z diabłem. W przypadku zaś bardzo wysokich wskazań wagi, śledztwo mogło być automatycznie umorzone, bez dalszej weryfikacji faktów. Oczywiście istniało wiele sposobów interpretacji wyników. Zwykle to sędzia śledczy decydował, czy różnica pomiędzy ciężarem otrzymanym w wyniku ważenia a przewidzianym jest taka, że pozwala na podejrzewanie badanej o praktyki demoniczne. W kilku przypadkach, gdy dla jakiegoś powodu próbowano pomóc podejrzanej, ciężar ciała ustalano nie na podstawie tabel, lecz osobę taką ważono, kładąc na drugiej szali Biblię. Oczywiście bardzo trudno było znaleźć osobę, która ważyłaby mniej niż Księga, nawet jeśli ta była olbrzymia. W Oudwater, w Holandii, w wieku XVIII istniał specjalnie ustanowiony urząd zajmujący się ustalaniem ciężaru osób podejrzanych o czary. Wielu ludzi, zwłaszcza tych wyglądających na szczupłych, ochoczo akceptowało werdykt. Jeśli był on negatywny (tj. wskazanie pozwalało odrzucić; posądzenie o czary), wydawano specjalne zaświadczenie, które mogło w jakimś momencie okazać się przydatne. Usługa taka kosztowała 4 floreny i 10 groszy. Z powodu niewydolności urzędu - a takich, co chcieli uniknąć oskarżenia było wielu - kolejka chętnych do próby wagi była nie do obsłużenia. I tak przez długi czas odbywały się do owej miejscowości prawdziwe pielgrzymki osób z pobliskich regionów katolickich. Ludzie ci, chcąc ocalić życie swoje i swojej rodziny, ubiegali się o oficjalne zaświadczenie o swym ciężarze.


Stół

Podejrzany był umieszczany na nim w taki sposób, by uniemożliwić mu jakikolwiek ruch. Przesłuchujący dysponowali licznymi przyrządami, mogącymi utrzymywać związaną ofiarę, podczas gdy oprawca stosował różnorakie środki "perswazji" mające nakłonić daną osobę do złożenia zeznań. Ten model, używany w Toskanii, (Włochy), utrzymywał unieruchomione nogi w pozycji połowicznego rozwarcia, co dawało dostęp do krocza ofiary.



Stos

Dla skazanych za czary istniała tylko jedna kara uznawana za najwłaściwszą: najwyższy, oczyszczający i ostateczny stos. Jest absolutnie niemożliwe ustalić właściwą ilość osób oskarżonych o czary, które zginęły zgładzone w tak okrutny sposób. Różne hipotezy stawiane przez badaczy problemu są zbyt dalekie jedna od drugiej, by pokusić się o podanie danych realnych. Wychodzi się od szacunków opiewających na 70.000 ofiar, a dochodzi się do 9,5 milionów (!). Takie rozbieżności rodzą się z faktu, że każda kalkulacja może być tylko szczątkowa, jak szczątkowe są dane, którymi się dysponuje. Dostępne bowiem dokumenty procesowe, do których można się odwołać, są jedynie ułamkiem tego, co zostało zniszczone. Na ilustracji historycznej dotyczącej słynnego stosu Urbana Grandiera, wybitnego duchownego osądzonego 18 sierpnia 1633r. w Louden, we Francji, oskarżonego o przyczynienie się do opętania przez diabła całego klasztoru urszulanek, widzimy postać księdza siedzącego na krześle pośrodku stosu drewna. Inne ilustracje ukazują skazańca przywiązanego do krzyża górującego nad stosem. W Anglii zazwyczaj pokrywano ubranie i ciało skazańca smołą, by łatwiej się paliły. Najpoważniejszą zaś odmianą, która mogą być stosowana, było wykonywanie wyroku na żywej, bądź martwej osobie. Okazaniem wielkoduszności była decyzja sędziów o skazaniu na stos poprzedzonym ścięciem lub uduszeniem ofiary. Tę szczególną łaskawość okazywano tym grzesznikom, którzy wyrazili szczery i głęboki żal za swe zbrodnie. Wydaje się ponad to, iż niektórzy kaci z własnej dobrej woli podejmowali decyzję o uduszeniu ofiary przed podłożeniem ognia. Jednak z powodu braku zarówno liczb, jak i dokumentów można co do tego mniej lub bardziej trafnie spekulować. Jakakolwiek by nie była rzeczywista liczba spalonych na stosie, nic nie zmniejsza wymowy tego tak często występującego fenomenu. Istniały różne typy, systemy i techniki stosowane w wykonywaniu kary stosu w zależności od kraju. Ten najbardziej widowiskowy, a w rzeczywistości najrzadziej stosowany, polegał na wiązaniu skazańca do pala zatkniętego ponad stosem drewna i chrustu, dobrze widocznego dla tłumu. Metoda najbardziej powszechna polegała na postawieniu ||grzesznika|| w dole stosu i obłożeniu go wiązkami drewna dookoła. Pozostawiano jedynie wąskie przejście dla kata podkładającego ogień;. W każdym przypadku różnorakie warianty były stosowane w zależności od fantazji sędziów orzekających karę główną.


Dyby drwin i pośmiewiska

Umieszczano je na rynkach i w pobliżu bram miejskich. Były narzędziem uznawanym za "obowiązkowe" we wszystkich regionach Europy w dobie średniowiecza (podobnie jak pręgierze i maski hańby) i stanowiły część całej serii instrumentów do wymierzania kar cielesnych, będących napomnieniem oraz przestrogą dla winnego, a odstraszającym przykładem dla innych. Nie służyły zadawaniu bólu, lecz broniły społeczność przed wybrykami ekstremalnych jednostek. Dyby te były przeznaczone dla oszustów, złodziei, pijaków, kłótliwych kobiet. Uznawano je za karę lekką, często jednak stawały się prawdziwą torturą, kiedy ofiarę - z unieruchomionymi w klocach rękoma i szyją - obijano kijami, policzkowano, obrzucano kamieniami i pecynami błota, oblewano wrzątkiem, a częstokroć i okaleczano. Również łaskotanie skazanego mogło tę "łagodną" karę przemienić w okrutną i nieznośną torturę. W tym względzie granica pomiędzy wymogami porządku publicznego a skłonnościami sadystycznymi ludzi średniowiecza pozostawała płynna.



Rozszarpywanie piersi

XV wiek był okresem, w którym - być może - czarownice i czarna magia były modne. Wierzenia ludzi w ich istnienie były bardzo powszechne, handel świętymi olejami, prochami, konsekrowanymi hostiami, trupią krwią, sadłem nietoperzy i tym podobnymi rzeczami do celebrowania czarnych mszy i innych okropnych ceremonii był na porządku dziennym. Wszystkie czarownice i czarownicy byli traktowani na równi z heretykami i taktyka walki z herezją - do końca - została przeniesiona na grunt walki z czarną magią. Typy narzędzi, używanych przeciw czarownicom i heretykom, były niezliczone, lecz najchętniej posługiwano się najprostszymi: przypalaniem ogniem czy żelazem, które uznawano za najskuteczniejsze w walce ze złem. Rozszarpywanie piersi stanowiło część takich właśnie praktyk: po rozgrzaniu do czerwoności czterech końców cęgów, kat wyszarpywał nimi ciało z piersi. W kilku regionach Francji i Niemiec aż do XVIII wieku narzędzie to nosiło nazwę "tarantuli" bądź "hiszpańskiego pająka" i rozszarpywano nim piersi niezamężnym matkom oraz winnym wywołania sztucznego poronienia.


Rozżarzone cęgi i szczypce

Cęgi, szczypce i nożyce (używane przede wszystkim rozżarzone) stanowiły podstawowe wyposażenie każdego oprawcy. Cęgów, wchodzących w skład narzędzi rzemieślniczych, używano głównie do wyrywania nosa i sutków. Szczypców zaś - o rurkowatym kształcie - używano do wyrywania bądź wyłamywania palców rąk i nóg lub do wyrywania penisa. Mężczyźni byli w tym względzie uprzywilejowani, gdyż ich genitalia cieszyły się pewnego rodzaju "nietykalnością", opartą na cichej zgodzie obowiązującej przez wieki, nawet, jeśli przypadki kastracji, ucięcia penisa bądź całych genitaliów zdarzały się dość często (członki te oczywiście palono wraz z ofiarą). Były to jednak okaleczenia, których dokonywano nie z powodu gwałtów, lecz z powodu konspirowania i zbrodni obrazy majestatu. Gwałt pozamałżeński karano bardzo opornie i sytuacja w tym względzie niewiele się do dziś zmieniła: w małżeństwie zaś usprawiedliwiano go od zawsze - prawem do ciała partnera.


Gruszka doustna, doodbytnicza i dopochwowa

Karę gruszki doustnej wymierzano najczęściej heretyckim kaznodziejom, bluźniercom i osobom świeckim wyrażającym buntownicze poglądy. Gruszkę zaś dopochwową - trochę większych rozmiarów, lecz działającą w ten sam sposób - przeznaczono do karania kobiet oskarżanych o współżycie z diabłem lub jego uczniami. I wreszcie gruszka doodbytnicza przeznaczona była dla winnych sodomii, zwłaszcza homoseksualistów pasywnych. Narzędzie to wpychano na siłę do ust, odbytu lub pochwy ofiary i za pomocą śruby rozszerzano, aż do rozerwania stosownej części ciała. Ostrza, które wystawały z trzech elementów tego okrutnego narzędzia, służyły do lepszego rozrywania jamy ustnej, odbytnicy bądź; wnętrza pochwy.



Próby

Poprzez stosowanie tych prób jakby stawiano oskarżonego bezpośrednio przed sądem Bożym, stosując różnorakie określone badania, po przebiegu których oczekiwano rozstrzygającej odpowiedzi o winie, bądź niewinności oskarżonego. Życie wiarą było bezwarunkowe i powszechne, i w przypadku wątpliwości co do winy utrzymywano, że Bóg ||in extremis|| (w nadzwyczajnych wypadkach) dokona cudu i nie dopuści do skazania niewinnego. Oto w zarysie, na jakich podstawach pewności opierał się system sprawiedliwości, pozbawiony jakiegokolwiek logicznego fundamentu. Wśród wielu prób stosowanych wobec czarownic były np. próby stosu i rozgrzanego żelaza. Pierwsza z nich polegała na przeprowadzaniu podejrzanej o czary pomiędzy dwoma wysokimi, płonącymi stosami drewna, bądź na zmuszaniu jej do przejścia choćby kilku kroków po rozżarzonych węglach w drugiej zaś ofiara musiała trzymać; w rękach rozgrzany do czerwoności pręt. W obu przytaczanych przypadkach o niewinności wnioskowało się po braku śladów oparzeń.


Próba gorącej wody

Próba ta była jedną z praktyk częściej stosowanych ze względu na łatwość przeprowadzania i zbędność szczególnych narzędzi i czynności. Oskarżona o czary musiała wydobyć z dna kotła z wrzącą wodą bądź olejem przedmiot (zazwyczaj był to kamień lub kawałek metalu) wrzucony tam przez sędziego śledczego - inkwizytora. Niewinność rozpoznawano po braku dolegliwości i śladów oparzeń.


Próba zimnej wody lub pławienie czarownic

Była to próba, którą stosowano do ustalenia winy podejrzanych o czary. Liczba osób, które oskarżono i spalono w wyniku poddania takiej próbie jest imponująca. Obwinionej wiązano sznurem ręce i stopy razem, i tak wrzucano do wody. Gdy się topiła - była oczyszczona z zarzutów, gdy zaś pływała - uznawano ją za winną i sądzono. Wytłumaczenie tak absurdalnej interpretacji wyników wywodziło się z dwóch różnych od siebie sposobów myślenia. Pierwszy zakładał, iż czarownice nie toną z powodu tajemniczej siły, nabytej od diabła, który je wyposażył w naturę lżejszą (zastosowanie tej teorii znajdujemy także przy próbie wagi). Drugi zakładał, że woda - element natury uznawany za pochodzący od Stwórcy - dzięki swej czystości wypycha nieludzką, opanowaną przez demona naturę wiedźm, uniemożliwiając ich pogrążanie się w wodzie. W rezultacie tak dokonanej próby ci, którzy tonęli (w efekcie uznani za niewinnych), a zazwyczaj nie umiejący pływać, nie wykonywali tych małych automatycznych ruchów, pozwalających na utrzymanie się na powierzchni wody, bądź tonęli z powodu opieszałości osób mających je wyciągnąć. W Szkocji próba ta była tak rozpowszechniona, że jedna z części zatoki Świętego Andrzeja, gdzie dokonywano tych okrutnych czynności nosi do dziś nazwę ||Witch Pool||, co oznacza - ||Kałuża Wiedźm||. W roku 1594 pewien trybunał holenderski interpelował do wydziału medycyny Uniwersytetu w Liege prosząc o naukową opinię w sprawie próby wody. Odpowiedź ekspertów zakwestionowała wiarygodność tej próby, gdyż pływanie po powierzchni mogłoby być; wywołane normalnymi czynnikami fizycznymi, bądź wodnymi. W Rumunii, w Kreutz w roku 1699 oskarżono pewną kobietę o wywoływanie chorób u bydła za pomocą czarów. Poddana próbie wody unosiła się po powierzchni i 1 września roku następnego została ścięta i spalona na stosie. W 1775r. na Węgrzech - podczas długotrwałej suszy - obawiano się, że dzieje się tak za sprawą szatana. Proboszcz z podkarpackiej wsi poddał próbie wody wszystkie staruszki z okolicy w wodach rzeki Waag. Jedna z nich na nieszczęście nie tonęła. W następstwie torturowania przez obdzieranie ze skóry przyznała się do skutecznego przeciwdziałania opadom i została osądzona. Praktyka takich prób przetrwała aż do XIXw. i znane są takie przypadki z roku 1837 (z Gdańska) oraz z roku 1857 (z Hercegowiny). Wiele osób poddawało się spontanicznie tej próbie, by zrzucić; z siebie ewentualne podejrzenie o czary i zrehabilitować; się w oczach opinii publicznej. Najciekawsze, że wielu z nich poddając się takiej próbie nie tonęło!


Piętnowanie

Wykroczenia szczególnej wagi karane były dodatkowo wypalaniem na ciele winnego znaków informujących o poniesionej karze i pozostających na nim do końca jego życia.



Widełki heretyków

Narzędzie to, solidnie umocowane na szyi ofiary za pomocą mocnej skórzanej opaski, wywoływało silne bóle powodowane bezpośrednio przez cztery ostrza wbijające się w podbródek i tors torturowanego przy każdym jego poruszeniu się. Pozwalało to na szybkie uzyskanie przyznania się do winy. Ten typ widełek używany był najczęściej przy przesłuchiwaniu osób podejrzanych o herezję, czary, czy też pospolite przestępstwa.


Program Spotkań Ezoterycznych
O Spotkaniach Ezoterycznych
Galeria
Historia Triny: