Wojciech Ćwiertniewicz
|
Wernisaż: 24 kwietnia 2009, godz. 18:00.
Wystawa będzie czynna do 15.05.2009.
Wojciech Ćwiertniewicz jest autorem blisko 50 wystaw indywidualnych malarstwa. Brał też udział w ponad 100 wystawach zbiorowych w Polsce i na świecie. Twórczość artysty nieomal od początku rozwija się w dwóch komplementarnych wątkach. Jednak zarówno nurt przedstawieniowy jak i abstrakcyjny pozwalają widzieć jego obrazy jako wyjątkowo przekonującą i spójną wypowiedź.
Figuracja i realistyczne tematy posiadają swą stałą topikę, natomiast prace o abstrakcyjnym charakterze mają inklinację do geometryzowania formy. W obu przypadkach obrazy wiąże numeracja, skłonność do wyrafinowanego koloryzmu i obecność stałych motywów. Zarówno w aktach jak i w cyklach abstrakcyjnych tło przeważnie traktowane jest monochromatycznie, co sprawia, że kluczowe stają się frontalne przedstawienia. Wszystkie obrazy Ćwiertniewicza są jednocześnie uważnymi studiami i przeglądaniem się w historii obrazowania. W tym sensie można traktować te prace jako epifanijne zapiski i konstatacje na temat "życia po życiu" malarstwa, ciała, pamięci...
Projekt wystawy Wojciecha Ćwiertniewicza dotyczy prac artysty powstałych w latach 2005 - 2008. Składa się on z trzech równoważnych elementów - wielkoformatowych obrazów na płótnie, przedstawiających naturalnej wielkości akty kobiece oraz męskie, a także z obrazów abstrakcyjnych i projekcji wideo.. Wizualny idiom staje się w cyklu Ćwiertniewicza grą śladów pomiędzy tym, co przedstawione a przedstawiane.
Artysta uruchamia grę powtórzeń, uświadamiającą, iż represyjna reprezentacja opiera się na sferze milczenia. Tę czysto wizualną, oddalającą się od odniesień pozaobrazowych próbę uaktywnienia procedur ujawniających luki, uznać można za obowiązek polityczny, choć artysta posługuje się raczej poetyką, niż polityką upubliczniania.
Prowadzona przez artystę procedura od-twarzania dotyczy kilku porządków reprezentacji -przede wszystkim jednak koncentruje się na idei oraz jej desygnacie. Jednocześnie praktyka po-wtarzania staje się przywracaniem oblicza jak i pozostaje ich naturalnym (referencyjnym) zniekształcaniem.
Repetycja dotyczy toposów i procedury reprezentacji, które rozwijają się śpiewnie i natrętnie poprzez zabieg różnicy i powtórzenia. Cykliczność reprezentowania oraz reprezentacji, uzyskana przez multiplikację powielanych motywów (postaci albo figur geometrycznych), pozwala się domyślać, że artysta ewokuje i artykułuje coś w rodzaju kodu genetycznego znaku, przedmiotu, idei. Dlatego powołana przez Ćwiertniewicza biblioteka figur jest ikoniczną "zasłoną" podlegającą trybowi po-wtarzania i od-twarzania.
Lekkość i poetyckość propozycji artysty polega na tym, że nie traci on nigdy z pola widzenia tego, co możliwe - a wręcz nie pomyślane, nie domówione i przeczute - choć jednocześnie wyczuwamy potencjalną wagę informacyjną realistycznych aktów. Widzimy bowiem, że są to konkretni ludzie. Ich ciało i krew, choć przetłumaczone na rozbielone farby i język filmu, powracają do nas mimo wyparcia przez medium, dzięki zwyczajności przedstawień. Jakkolwiek tylko reprezentują, posiadają specyficzne blizny, zadrapania, grymasy, otłuszczenia i fałdy, które nie uniwersalizują przesłania. Ten delikatny biografizm, mimo ostentacyjnej fizyczności, paradoksalnie właśnie - przez materialność i ciężar - odczuwamy czysto duchowo, czy wręcz oskarżycielsko. Tak, jakby ujawnianie było z jednej strony palącą potrzebą, a z drugiej - wiązało się z akceptacją karygodnie nieudolnego języka.
Twarz, ciało, figury są emocjonalnie nasyconą narracją o utraconym i ustawicznie pozyskiwanym obliczu świata, człowieka, obrazu. Praktykę malowania z modeli obrazów, a także wideo-rejestrację tej procedury można określić jako metaforyczne opłakiwania ciała i oka. Sam zaś proces widzenia oraz jego przedstawieniowy kontrapunkt stają się elementami porządku rozpraszania 'żałoby'. W tym rozumieniu zarówno samo malowanie i filmowanie, jak i namalowane oraz sfilmowane obrazy (modele) są po-wtarzanymi i od-twarzanymi aktami pamięci i 'pamiątkami' - są przyczynkiem do żałoby i afirmacji. Malarz przyjmuje tu rolę Kierkegaardowskiego ironisty, który miesza tragizm z ironią, jakby malował za życia "akty trumienne".
Wiszące obok aktów obrazy abstrakcyjne redukują wymiar egzystencjalny, akcentując językowy, analityczny charakter cyklu. Brak możliwości wygenerowania spójnego socjokulturowego znaczenia oddala proste interpretacje publicystyczne, których unika zresztą również sam autor. W tym sensie najważniejsze jest tu po prostu odchylenie, niespójność, modulacja, pozbawiona wyższej instancji scalającej. Można więc cykl traktować jako radosną żałobę po braku takiej instancji, ale również jako konstruowanie malarstwa po "śmierci" przedstawienia.
Malarstwo po malarstwie staje się w tym projekcie aktem odzyskiwania i pożegnaniem z metafizyką. Wskazuje na to sam artysta w swoich codziennych zapiskach, kiedy pisze o "życiu z malarstwem" jako "transcendentalnym rozkroku".
Roman Lewandowski
Roman Lewandowski w rozmowie z Wojciechem Ćwiertniewiczem
Roman Lewandowski: "Żadnego dnia bez kreski" ' to credo towarzyszy Ci od wielu lat. Równolegle prowadzisz codzienne zapiski. Czy ten reżim pracy jest wyrazem Twojej ufności w sens sztuki, czy też jest to jakiś sposób na życie? A może jest tak, że każdy z nas stara się zapomnieć w pewnych czynnościach, które ulegają w ten sposób rytualizacji, ale faktycznie wynikają one z jakichś naszych niedostatków... Często zdarza się tak, że ludzie poddają się rytmowi modlitwy lub medytacji i zapominają się w jej formie, co sprawia, że sfera znaczenia traci swą nadrzędność...
Wojciech Ćwiertniewicz: Reżim wynika chyba z faktu, że taki mam charakter. Natomiast w mojej pracy jest też coś może z modlitwy, choć nie jestem specjalnie religijny. Jednak nie odmawiałbym ludziom religijnym sensu w tym, co czynią....
RL: Mam tu na myśli próbę wzniesienia się ponad kolokwialne rozumienie modlitwy czy medytacji...
WĆ: No, właśnie. To jest proces, który zaczyna się już w szkole, w młodości, a potem przez całe życie zastanawiamy się nad tym, co to jest? I od tego nie ma ucieczki....
RL: A więc w Twoim przypadku zarzucenie pracy na tydzień lub dłużej nie wchodzi w grę?
WĆ: To się może zdarzyć, ale generalnie sztuka jest czymś, czego się nie wybiera. Oczywiście, można być Rimbaudem, który pewnego dnia rzuca wszystko, ale to zwykle są sytuacje pojedyncze. Generalnie jednak myślę, że artyści są ludźmi w potrzasku, których coś złapało...
RL: Czy to jest rodzaj zapętlenia albo zakotwiczenia?
WĆ: Nie wiem, ale na pewno nie wybieramy tego...
RL: Co sprawiło, że twoja twórczość malarska przebiega w dwóch ' pozornie odosobnionych ' wątkach? Z jednej strony kontynuujesz od lat cykl abstrakcyjnych obrazów, a z drugiej ' pojawia się w Twoim malarstwie pejzaż, czy ' jak ostatnio ' akt? Czy to wynika z faktu, że abstrakcja pozostawiała w tobie jakiś niedosyt, czy też Twoje motywacje są zupełnie inne? Czy traktujesz te wątki komplementarne i jako wzajemnie się uzupełniające?
WĆ: Nie przywiązuję zupełnie wagi do tego, że dla niektórych osób to może wydawać się oddalone i rozdzielone. Malarz ma oko. To ono rządzi malowaniem. Natomiast postać, którą maluję, kieruje myśli ku rzeczywistości. Niezależnie od tego, przecież jeśli coś nas naprawdę obchodzi, to ten drugi... Albo my sami, jako autorzy i twórcy.
RL: W abstrakcyjnych obrazach powtarzasz właściwie jeden geometryczny motyw, który podlega multiplikacji na monochromatycznym tle. Dlaczego są to właśnie kółka? Przecież nie chodzi tutaj o jakąś symboliczną konotację czy metafizyczny kontekst jak, powiedzmy, u Malewicza.
WĆ: Ludzie się różnią i artyści się różnią. Myślę, że ta różnica i to różnicowanie ma wielką wagę dla wszystkich. Natomiast jeśli ktoś odbiera jakieś obrazy za religijne, to nie ma w tym problemu. Ale ja ich tak nie odbieram i nie jest mi to potrzebne. Po prostu dla mnie nie jest to konieczne, bo nie patrzę na sztukę przez czyjeś okulary.
RL: I pozostawiasz odbiorcy całkowitą swobodę interpretacyjną?
WĆ: Tak. Kiedy dzieło sztuki powstanie i opuści pracownię, artysta nic już nie może. A interpretacja nie należy do artysty.
RL: Uporczywe powtarzanie przez Ciebie motywów ' np. figur geometrycznych czy też postaci ' wskazuje na to, że starasz się odnaleźć coś w rodzaju kodu genetycznego znaku, ciała, postaci. Czy zatem malowanie i powtarzanie jest dla Ciebie próbą odtworzenia tego, co niewidzialne, a stale obecne?
WĆ: Na pewno nie ilustruję niczego bezpośrednio. Natomiast, jak to wygląda w cudzych oczach, to już zostawiam odbiorcy... To, co maluję, siedzi gdzieś we mnie głęboko i próbuję to jakoś wyciągnąć. Ale jest to potencjał, który tworzy mnóstwo możliwości odbioru i punktów widzenia.
RL: Niezależnie od tego, że poszukujesz 'jak mi się wydaje' czegoś, co jest stałe i absolutne w znaku, figurze, interesuje Cię także sam proces widzenia i przekładania tego na znak. Czy można metaforycznie powiedzieć, że procedura, którą stosujesz, jest próbą zobaczenia nie tylko tego, co oko widzi, ale również samego oka? Pamiętam, że napisałem kiedyś, że to, co robisz stanowi metaforyczne opłakiwanie ciała (portretowanego) i oka (portretującego)...
WĆ: Wydaje mi się, a w każdym razie dla mnie jest najważniejsze ' samo malowanie... Jestem zwykłym malarzem, a jednocześnie upieram się przy "malowaniu", stąd ta uporczywość i codzienna praca. Natomiast potem, po namalowaniu obrazu, przychodzi czas na myśl, na refleksję...
RL: Jednak to jest bardzo ważne, co powiedziałeś. Bo prymat malarstwa i samego procesu malowania nie stawia Cię w kontekście przeciętnego malarza, dla którego ważniejsze od malowania jest to, co namalowane...
WĆ: Tak, zdecydowanie. To jest malowanie o malowaniu.
RL: A co decydowało o doborze modeli do aktów? Czy to były osoby, które dobierałeś pod jakimś wizualnym albo biograficznym kluczem? Bo przecież część z nich to są znane w Krakowie postacie związane ze światem sztuki, czy z kulturą w ogólności? Mimo wszystko wydaje mi się, że te prace jednak nie tworzą jakiegoś panoramicznego rysu socjologicznego, bo postacie są przecież pasywne i oderwane od kontekstu, co sugeruje, że nie jest tutaj istotny ich przejściowy status społeczny, ale najwyraźniej szukasz jakiegoś metafizycznego klucza.
WĆ: No właśnie. Wszystko już powiedziałeś... Co tu decyduje? Nie wiem. Impuls.
RL: Pamiętam, że spotkałem się gdzieś, chyba w jakimś tekście Leszkowicza, z genderową interpretacją tych postaci. Czy ten kontekst jest dla Ciebie istotny?
WĆ: Dla Leszkowicza jest istotny, a dla mnie ' niekoniecznie... Przyznaję natomiast, że o tym w pracowni przy malowaniu nie myślę. Ale oczywiście nie mam nic przeciwko takiemu widzeniu tego problemu.
RL: Twojemu malarstwu, Twoim aktom, od pewnego czasu towarzyszą prace wideo. Czy można powiedzieć, że łącznie, razem, są one aktami pamięci i jednocześnie 'pamiątkami'? Czy można je zestawiać z malarstwem funeralnym? Bo dla mnie, w efekcie zastosowania przez Ciebie poetyki dystansu oraz ironii, te prace są czymś w rodzaju "aktów trumiennych". Tak naprawdę obrazy i rejestracje wideo nie portretują ludzi, ale proces widzenia, postrzegania, rejestrowania czegoś, co już uległo zmianie, co już nie istnieje w takim kształcie, w jakim to zastałeś. Wszystko ulega zmianie, a więc w istocie te prace są zapisem zapisu...
WĆ: Te filmy powstały przy okazji pracy z modelem. One przedłużają ten kontakt z modelem, który u mnie jest bardzo krótki. Zauważyłem natomiast, że są one ważne dla modela. Ludzie lubią być fotografowani i filmowani. Może chcą w ten sposób jakoś przedłużyć swoje istnienie? Ludzie chcą pozować i przywiązują do tego dużą wagę
RL: Poza malarstwem prowadzisz także zapiski w formie parapoetyckich, epifanijnych notatek. Czy one stanowią coś osobnego, jakiś osobny dyskurs, i są tylko komentarzem do twórczości malarskiej, czy też raczej dzisiaj chciałbyś traktować je ze swoim malarstwem jako jedną całość, jako jedną wypowiedź?
WĆ: Jest to coś osobnego i jednocześnie ma to wiele wspólnego. Malując często zastanawiam się nad malarstwem i malowaniem, natomiast te teksty to rodzaj pisanej refleksji nad tym, co robię...
RL: Ale w nich pojawiają się także ślady Twoich lektur...
WĆ: Oczywiście. Jestem namiętnym czytelnikiem poezji i te moje zapiski pojawiają się właśnie w formie, która może kojarzyć się z poezją. Ale to nie jest do końca poezja. To jest dla mnie rodzaj podobnej aktywności, jaką podejmuje na płótnie Jadwiga Sawicka czy Paweł Susid. Różnimy się, ale łączy nas to, że potrzebna jest nam także taka forma refleksji, która jest również ważna dla oka...
RL: Jaki jest Twój stosunek do dzisiejszego malarstwa? Czy uważasz, że czasy, w jakich żyjemy, są inspirujące dla sztuki? Bo często utożsamiasz się z modernizmem, ale właściwie to dopiero dzisiaj malarz nie ma już żadnych ograniczeń...
WĆ: Malarstwo ma się dobrze i jego końca na pewno nie widać. Może ja jestem na marginesie, bo modernizm, zwłaszcza taki, jaki ja uprawiam, nie cieszy się wielkim zainteresowaniem. To, robię w tej mierze, jest trochę działaniem pod prąd, ale to jednocześnie, jak mi się wydaje, nabiera nowego sensu i wzmacnia sztukę.
RL: Dziękuję Ci za rozmowę.
BIOGRAM ARTYSTY
Wojciech Ćwiertniewicz (ur. 1955 ). Mieszka w Krakowie. W latach 1976 - 1981 studiował malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jest autorem blisko 50 wystaw indywidualnych malarstwa. Brał udział w ponad 100 wystawach zbiorowych. Laureat m.in. Nagrody Krytyki Artystycznej im. C. K. Norwida oraz EXITu. Jego prace są w kilku kolekcjach publicznych (m. in. w Muzeum Narodowym w Krakowie, Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, Bibliotece Głównej ASP w Krakowie). Opublikował 4 książki: Dziennik malarza (Kraków 2002), Bez tytułu (Kraków 2004), Ulica Długa (Kraków 2005), Bez tytułu (2) (Kraków 2006).
Ważniejsze wystawy indywidualne
1986 Malarstwo, Galeria Promocyjna, Warszawa
1990 Nowe Obrazy, Starmach Gallery, Kraków
1999 Mniej niż 365, Galeria Promocyjna, Warszawa
2000 Obrazy nie ostatnie, Otwarta Pracownia, Kraków
2003 Dziennik 1999, Biblioteka Główna ASP, Kraków
2004 Malarstwo obchodzi nas wszystkich, Otwarta Pracownia, Kraków
2006 Projekcje, Otwarta Pracownia, Kraków
2008 Men, Galeria Atak, Warszawa
2008 Malarstwo, Galeria Promocyjna, Warszawa
Ważniejsze wystawy zbiorowe
1986 Ekspresja lat 80-tych, Galeria BWA, Sopot
1988 Świeżo malowane, Zachęta, Warszawa
1991 Opening Up - Six Major Polish Painters, Hammer Galleries, New York
1992 The Expressive Struggle, Anderson Gallery, Buffalo
1996 Rozpoznanie, Galeria Bunkier Sztuki, Kraków
1997 Granice Obrazu, CSW Zamek Ujazdowski, Warszawa
2005 Niosę przed sobą lustro, Galeria Sektor I, Katowice
2007 Rekonesans malarstwa, GCK Katowice, BGSW Słupsk